Jak do tego doszło?

Jak do tego doszło ???… Skąd w ogóle pomysł żeby zacząć jeździć na motocyklu…? Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwe – pojęcia nie mam – ot po prostu stało się 🙂 …

– Stary… a taki głupi i nieodpowiedzialny … – to tekst który słyszałem dość często gdy zapuszczałem ostrożne sondy próbne wśród znajomych i rodziny

– A jesteś ubezpieczony na mylion dolców? – to kolejny od zgoła nieznanego mi bliżej „przyjaciela” z fejsbuka

– Dawca, srawca, kawał szubrawca …

– Od rodziny się odwracasz…

Nie powiem, żeby brzmiało to zachęcająco …

W nieoczekiwany sukurs przyszła moja Mama, która słysząc o moim pomyśle powiedziała – No przecież każdy facet marzy o jeździe na motocyklu … tylko nie każdy ma odwagę to zrealizować…

٩(͡๏̯͡๏)۶

[SHOCK_MODE_ON]

Prawda jest taka, że zawsze o tym marzyłem … a marzenie to podszyte było atawistycznym pragnieniem byciem kowbojem przemierzającym stepy i równiny…

…I’m a cowboy, on a steel horse I ride

I’m wanted dead or alive

Wanted dead or alive… (Bon Jovi / Wanted Dead or Alive)

… tyle, że jednocześnie bałem się, że jestem zbyt nieodpowiedzialny … za młody i powiedzmy to sobie otwarcie – za glupi na motocykl … aż przyszedł moment gdy przekroczyłem czterdziestkę i … to wcale nie był kryzys wieku średniego! Ja po prostu, tego no… dojrzałem emocjonalnie do motocykla bo to jest zabawka dla ludzi odpowiedzialnych i z wyobraźnią.

Cytując klasyka : WRRRRRÓĆ – motocykl to nie zabawka! To pomysł na życie, styl, społeczność i oczywiście ryzyko … ale o tym kiedy indziej  🙂

Reasumując – dojrzałem, przemyślałem i podjąłem decyzję … i w tym momencie odkryłem, że to moje organicznie wbudowane w układ nerwowy marzenie… pozostało przekonać otoczenie, że tak jest!

Jakieś 15-20 minut później doszedłem do wniosku, że wszystkich nie przekonam, ale menadżera domowego ogniska muszę w pierwszej kolejności obłaskawić i dać jej argumenty którymi będzie odpierać wściekłe ataki na nas z zewnątrz (to takie sprytne usytuowanie się po tej samej stronie barykady).

Zatem na pierwszy ogień poszły argumenty o moich marzeniach (legenda o motorynce z dzieciństwa zainstalowana podstępnie przy wieczorku wspomnieniowym „jak to było w PRL” – Menago łaskawie przyznała, że istotnie wszyscy jej koledzy marzyli o takich jednośladach.

Później przyszedł czas na wykłady o bezpiecznym stroju, roztaczanie wizji o przyjemnych przejażdżkach pustymi drogami (broń Boże jakieś wyrywanie lasek na mieście 🙂 ), odstresowanie po ciężkim dniu w korporacji…

… pomocna była też odnaleziona w jakimś magazynie motocyklowym reklama książki pt. „Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki)” – genialna pozycja, nawet nie trzeba było kupować, wystarczyło pokazać mimochodem żonie :)))) … rozrzucane niby to przypadkiem miesięczniki typu „Motocykl”, „Motormania” pozwoliły na stopniowe oswajanie się z tematyką moto …

Były też sytuacje kryzysowe… w trakcie największego załamania wpisałem w google frazę: „jak przekonać żonę do kupna motocykla” … i to nie był dobry pomysł 🙂 Większość porad sprowadzała się do stwierdzeń: „wybieraj, rozwód albo kupuję moto”, a ja chciałem żeby to była taka wspólna decyzja…

Kolejnym etapem było pokazanie rozwagi i poważnego podejścia do tematu czyli wykupienie jazd na moto w szkole.

– Wiesz, ja w ogole nie wiem czy się do tego nadaję… muszę sprawdzić czy ja i moto potrafimy nawiązać nić porozumienia …

Żona z powątpiewaniem słuchała moich tyrad i w tym momencie poczułem, że zdobyłem kolejny przyczułek – paradoksalnie, bo w tym powątpiewaniu usłyszałem rezygnację w rodzaju „i tak zrobisz jak chcesz”…

Po pierwszej jeździe wróciłem do domu zafrasowany….

– no nie wiem, nie wiem … to zupełnie coś innego niż jazda samochodem (odkrycie stulecia 🙂 )

– nie rezygnuj po pierwszej jeździe – argumentowała żona – musisz popróbować jeszcze

– no skoro nalegasz – wyraz powątpiewania nie schodził z mojej twarzy…

ʕʘ̅͜ʘ̅ʔ [YES YES YES]

I tak przejeździłem kilkanaście godzin na placu, na mieście i powoli moje przejażdżki na moto stały się codziennością. Pozostała kwestia jak przejść do fazy ostatecznej…

– wiesz kochanie, te jazdy są bardzo fajne, na prawdę dużo się nauczyłem ale z drugiej strony nie mogę przecież kilka razy w tygodniu bulić 60 zł za godzinę jazdy, a jak przestanę jeździć to wszystko zapomnę

– mhm – odpowiedziała żona zatopiona w jakiejś specjalistycznej lekturze

– w zasadzie to chyba mógłbym już trenować na własnym sprzęcie… a tak bajdełej widziałem fajne ogłoszenia na otomoto … – odczekałem na kolejną pozytywną reakcję małżonki … łagodne odchrząknięcie uznałem za zachętę do kontynuacji wypowiedzi…

– a wiesz, że w weekend wpada do nas M. (przyjaciel z dzieciństwa i doświadczony motocyklista). Powiedział, że mógłby ze mną obejrzeć parę maszyn z ogłoszeń… to bardzo ważne, żeby dokładnie sprawdzić stan moto, to kwestia bezpieczeństwa, a ja nie mam doświadczenia w takich sprawach – dodałem, ale po chwili pomyślałem, że ten nadmiar skromności może mnie drogo kosztować gdyż podkreśliłem, że jestem w tych sprawach zielony…

Na szczęście żona nie zwróciła na to specjalnie uwagi i w weekend wybrałem się z kolegą na objazd okolicznych miejscowości… po 4 godzinach wróciłem z Hondą Shadow vt125 z 2003 r. Przebieg 12 000 km, „właściciel płakał jak sprzedawał” 🙂

【ツ】

ps. W sumie po napisaniu tego tekstu nadal nie rozumiem jak do tego doszło :))))

 

Jedna uwaga do wpisu “Jak do tego doszło?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s