I stało się… (dłuugi wpis)

No właśnie … w końcu nadszedł ten dzień… DZIEŃ EGZAMINU …

Zastanawiałem się, po jaką cholerę w ogóle zacząłem opisywać mój kurs i związane z nim perypetie… teraz cały świat (no może nie cały ale jakieś 50 osób) wie,że robię kurs i przygotowuję się do egzaminu… i ciągle pytają kiedy będę zdawać, mówią że na pewno zdam za pierwszym razem i inne takie tam optymistyczne „kto ma zdać jak nie ty”…

Zastanawiałem się też co napiszę na blogu po egzaminie… czy będzie to radosny panegiryk na cześć mojego Instruktora, egzaminatora i zajebistych umiejętności (też moich) czy też raczej utrzymana w cmentarnym nastroju relacja zdołowanego frustrata w stanie ciężkiej depresji…

Doom-Gloom-blog430

Wpadłem na makiaweliczny pomysł przygotowania dwóch relacji i w zależności od wyniku egzaminu opublikować jedną albo drugą… ale nie … to bez sensu…

Efekt tych rozmyślań był w zasadzie jeden… zamiast robić ten kurs i egzamin w ciszy i dyskrecji, zachciało mi się blogowania… niech świat mnie usłyszy, czyta moje wypociny…TO JA!!!

1X8h967

A mogło być tak pięknie… mogłem sobie zdawać i zdawać … podchodzić i podchodzić … oblewać i oblewać i pies z kulawą nogą by na to nie zwrócił uwagi, a tak masz co chciałeś…

frustracja i stres! AAAAAAA!!!!

canstockphoto3986275

I te oczekiwania… no ale kto sieje wiatr zbiera burzę albo jakoś na odwrót?

W każdym razie dzień egzaminu nadszedł i dalsza z tym dyskusja nie ma większego sensu … nadejszła wiekopomna chwila…

Egzamin w godzinach popołudniowych … oczywiście na tydzień przed egzaminem nastąpiło nerwowe monitorowanie wszelkich wiarygodnych serwisów i aplikacji pogodowych… Morecast i meteo.pl skrewiły na całej linii, bo zamiast rozłożyć opady na kilka godzin od 13-18 jak pokazywały przez cały kurde dzień, to skoncentrowały wszystkie delikatne mżawki do jednego mega-prysznica o 18!!!! Miało to pewien wpływ na istotne fakty w moim życiu, ze szczególnym uwzględnieniem życia jako motocyklista kurde! No ale o tym i konsekwencjach tych pogodowych anomalii później!

07_everett_dayaft5949095247

Jako przedstawiciel yntelygentnej części społeczeństwa wpadłem na genialny pomysł, żeby na 2h przed egzaminem wykupić sobie godzinę jazdy u mojego Instruktora. Ważne jest, że nie 2h czy 3h ale jedna! Dwie godziny jazdy po placu mogą naprawdę zmęczyć, a potem bezpośrednio na egzamin?? NO WAY!!!! Jedna godzinka to luzik …

No więc zrobiłem wszystkie manewry, losowanie zadań z obsługi motocykla… Instruktor zagrał rolę BEZWZGLĘDNEGO EGZAMINATORA!

Pan pokaże płyn chłodzący i światła mijania

Oczywiście nie ma problemu – odpowiedziałem z powagą – ale zacznijmy od łańcucha – i tu nastąpiła tyrada o łańcuchu, że trzeba go smarować co 500km albo po jeździe po piachu / po deszczu, że napięcie mierzymy w połowie pomiędzy przednią a tylną zębatką (tyle ile w instrukcji obsługi, ale generalnie pomiędzy 2-3cm)

Doskonale – pochwalił instruktor – a teraz proszę dalej …

– No jasne – odparłem – mamy dwa zbiorniczki, płyn hamulcowy do przedniego hamulca….

JAKI PŁYN HAMULCOWY – CHŁODZĄCY MIAŁ BYĆ!!!! – wrzasnąłem poirytowany… do ciężkiej cholery za 80 minut egzamin a ja takie głupoty gadam!!!

52335899

Z uporem trędowatego, który postanowił zrobić sobie gruntowne pedicure naparłem na wszystkie tzw. zadania przygotowawcze , tak żeby przejść każdy wariant… udało się – warto zapamiętać, że:

EGZAMINATOR NIE ZAPYTA O ŁAŃCUCH!!!

będzie wredny i będzie czekać, aż sam(a) opowiesz fascynującą historię pod tytułem: JA, ŁAŃCUCH i HIGIENA… generalnie najlepiej od łańcucha zacząć 🙂

Potem zacząłem tłuc wszystkie zadania egzaminacyjne… poszło dobrze, nawet świetnie… równolegle na placu jeździł inny kursant, który w nieświadomy dla siebie sposób podbudował mnie wykorzystując moje najgorsze i najbardziej prymitywne instynkty… z niezrozumiałych dla mnie powodów, praktycznie każdy manewr kończył … glebą… obserwując go kątem oka – no umówmy się, musiałem go obserwować bo niby plac duży ale motocykl na którym jeździł (Honda Hawk) szybki, a gość wyglądał na zdeterminowanego do eksploracji każdego cm kwadratowego placu… włączając te centymetry, które w danej chwili JA ZAJMOWAŁEM … zatem musiałem go obserwować i każda jego gleba wzbudzała moje współczucie ale z drugiej strony wzmacniała jakieś okropnie samolubne i fałszywe wrażenie „jaki to jestem zajebisty motocyklista”…

…niebawem rzeczywistość miała boleśnie zweryfikować moje wrażenia…

AAEAAQAAAAAAAAS4AAAAJDFiYWY3NjQ5LTMwNTItNGJjYi1iNzEyLTAyMDY4YTIxMGU3ZA

No dobra … może przesadzam … z resztą sami oceńcie…

Na egzamin w WORD na ul. Odlewniczej stawiło się wiele osób, ale ci którzy przyszli, żeby zadawać na kategorię A, wyraźnie odróżniali się od reszty… trudno powiedzieć dlaczego… Po pierwsze, byli jacyś tacy radośni,… w przeciwieństwie do ponurych młodzieńców oczekujących na egzamin na kategorię B i witających się sakramentalnym pytaniem: „który raz? Siódmy a ty? Ja piąty – wyraźnie ucieszony kandydat na kierowcę raźno odpowiada”… no a po drugie, to oczekujący na egzamin na motocykl ubrani byli od stóp do głów w kombinezony / kurtki / ochraniacze i każdy dzierżył kask w dłoni

– Podobno egzaminatorzy wolą takich co we własnym stroju przychodzą – sentencjonalnie powitała mnie współtowarzyszka niedoli, również oczekująca na egzamin…

Może wolą, a może nie wolą… wszystko od egzaminatora zależy – pomyślałem, nie chcąc czepiać się jak tonący brzytwy jakiejś kompletnie absurdalnej sugestii…

Było nas trzech… a w zasadzie troje… – państwo egzaminatorstwo przyszło … zaraz, zaraz… jest ich dwóch!!! Aha … dobry i zły glina…

good-cop-bad-cop-lego-movie

Jak się okazało, egzaminator przeprowadzał ten egzamin pod nadzorem starszego i bardziej doświadczonego egzaminatora. W tym momencie nie wiedziałem czy to dobrze czy źle, ale generalnie czułem w tym jakąś dla nas szansę. Państwo egzaminatorstwo zaprowadziło nas do kanciapy z trupami… znaczy z jakimiś pogiętymi plastykowymi kaskami i szmacianymi kamizelkami…

IMG_2250

Tam nastąpiło krótka inwigilacja w rodzaju – kim pani/pan jest, pesel, sresel, zdjęcie… przy okazji odkryłem że w dowodzie osobistym musi być jakaś tajemnicza adnotacja o moim wzroku, bo pan Główny_Kat_Egzaminacyjny po pobieżnym przestudiowaniu dowodu osobistego, zapytał mnie czy jeżdżę w okularach czy jak? Na co ja ze zdziwieniem odpowiedziałem, że w soczewkach… ale zdziwienie pozostało…

Gollum-Smeagol-smeagol-gollum-14076893-960-403

Pierwszy zaczął kolega, na codzień jeżdżacy na H**** V**** w wersji 125 … w zasadzie ten sam silnik co w mojej Shadow. Kolega wygląda solidnie, zna zadania, budzi zaufanie… robi cały plac manewrowy bezbłędnie!

– trochę ciągnie – powiedział szczęśliwiec schodząc z placu….

Ciągnie? Pomyślałem… o co chodzi? Ale nie miałem specjalnie czasu na rozmyślania, bo egzaminator zmrużył oczy i pokiwał na mnie palcem przywołując mnie na plac manewrowy …

Co robić co robić??? Może jest jakaś alternatywa? Mmmoże odłożyć egzamin do następnej wiosny???

IMG_2259

No kurde nie mogę… co powie Instruktor… co powie rodzina… idę!

i Poszedłem… na plac tortur…

IMG_2251

Egzaminator uśmiechnął się dobrodusznie (albo pobłażliwie ?) i rozpoczął procedurę egzaminu. Cierpliwie mi wyjaśnił co mnie czeka… omówił działanie narzędzi tortur i zapytał czy jestem gotów przyjąć z godnością to co mi los zgotuje… a dokładniej to czy jestem gotowy na bezsensowne kręcenie się na motocyklu po placu, żeby usłyszeć po około 60 sekundach „Do widzenia, następny proszę…”. To znaczy ja tak mniej więcej zrozumiałem co egzaminator do mnie mówił, ale w rzeczywistości to chyba mówił coś innego… 🙂

Wylosowałem zadania z obsługi motocykla… sygnał dźwiękowy i światła pozycyjne… – ostrożnie, uśpiony głęboko we mnie optymista przeciągnął się leniwie i otworzył jedno oko – może jednak nie będzie najgorzej?  Chyba łatwiejszych zadań nie mogłem wylosować… (w sumie to mogłem… klakson i kierunkowskazy :))…

Pamiętając o radach Instruktora, postanowiłem zacząć od omówienia łańcucha :

– Zacznę od omówienia łańcucha – powiedziałem

Egzaminator uniósł brew, spojrzał krytycznie na moją samowolkę ale przyzwalająco kiwnął głową. Zacząłem swoją tyradę o tym, że łańcuch musi być czysty, smarowany co 500km lub po każdej jeździe w deszczu lub po piachu, że napięcie mierzymy pomiędzy 1 a 2 zębatką – wszystko to bardzo fachowo, klęcząc przy motocyklu …

– Bardzo dobrze – powiedział egzaminator – A co jeszcze powinien Pan powiedzieć?

KURDE niby co??? O czymś zapomniałem???

– Eeeee – zająknąłem się – no, że łańcuch powinien być czysty, w dobrym stanie… eeee…

– Nieuszkodzony? – dopytywał się egzaminator

Nieee no pewnie, że może być uszkodzony, ważne że jest nasmarowany ale może być pęknięty w pięciu miejscach – pomyślałem z sarkazmem, ale na głos szybko potwierdziłem:

– Nieee no jasne, że nieuszkodzony… ma być jak ta lala, cały i zdrowy – wystrzeliłem jak z karabinu…

Egzaminator pokiwał z zadowoleniem głową i dalej stał w wyczekującej pozie…

– Eeee, … co to ja miałem pokazać? – Przez to wszystko zapomniałem co wylosowałem – Może mi Pan przypomnieć?

– Światła pozycyjne i sygnał dźwiękowy – cierpliwie wyjaśnił egzaminator

No jasne… sygnał dźwiękowy w tej Yamaszce to pryszcz, jest tak mały i tak blisko włącznika kierunkowskazów że ciągle go wciskałem przy sygnalizacji skrętu. Światła pozycyjne… jak to było … trzeba odpalać czy nie? Nie trzeba, wystarczy przekręcić kluczyk … ufff … przód, tył i światło nad tablicą rejestracyjną.

Potem zaczęło się przestawianie… zdjąłem motocykl z nóżki bocznej i rozglądając się jak głupi dookoła wprowadziłem moto do „garażu”, pamiętając żeby ustawić go blisko prawej linii i po skosie – łatwiej będzie go wyprowadzić :).

Potem założyłem kask – pamiętając o zapięciu go i opuszczeniu szczęki, rękawice i dosiadłem moto. I zaczęło się. Po odpaleniu, podjechałem do linii przerywanej przed placem do wykonania ósemki i potwierdziłem gotowość do jazdy.

Ruszyłem… pomimo, że Yamaha była po pierwszym przejeździe przez poprzedniego egzaminowanego, silnik nabrał obrotów i wyrwał mi (jedynka bez gazu) błyskawicznie wchodząc na 18km/h – masakra!!! Zestresowałem się i schrzaniłem pierwszą ósemkę…

NO ŁADNIE SIĘ ZACZĘŁO!!!Paris_Tuileries_Garden_Facepalm_statue

Spocony z nerwów, przystąpiłem ponownie do manewru, ale tym razem z półsprzęgłem i nogą na tylnym heblu… i…

Udało się!!! Potem wolny slalom…

– Proszę zrobić manewr dwa razy, za drugim razem może wjechać Pan bez zatrzymania w bramki… – uczynny egzaminator wyjaśnił co mam zrobić

– A mogę z zatrzymaniem? – Zapytałem z nadzieją egzaminatora. Jako matematyk z wykształcenia postanowiłem sprowadzić drugi przejazd do poprzedniego przypadku 🙂

Lewa, prawa – strasznie nienaturalnie wyglądają te moje rozglądania się na boki przed manewrem, ale jak trzeba to trzeba… wolny zaliczony!

Jest dobrze, podobno jak się przejdzie przez ósemki i wolny to dalej jest z górki… powoli gula którą miałem w gardle zaczyna maleć i nerwy opadają… jadę na szybki slalom…

– Proszę się ustawić tuż przed wzniesieniem i czekać na mój sygnał, podniosę lewą rękę i wtedy pojedzie Pan na slalom – powiedział egzaminator i oddalił się na koniec toru przeznaczonego do jazdy 30km/h

Ustawiłem się i czekałem. W tym manewrze miałem ciągle problem z prędkością, ciągle za wolno. Jak echo odbił się w mojej głowie głos Instruktora

– Olej prędkość, nie myśl o niej a wszystko pójdzie dobrze…

Jak olej to olej pomyślałem i olałem … ale nie tylko prędkość

– Która to miała być ręka jako sygnał? – gorączkowo starałem się przypomnieć sobie co mówił egzaminator

Wypatrywałem sygnału i wtedy zdarzyła się katastrofa… Tak skupiłem się na obserwacji egzaminatora, że zapomniałem o obowiązkowym obejrzeniu się w lewo i w prawo… ponadto, nie zwróciłem uwagi na krótkie sprzęgło i przy próbie ruszenia zgasł mi silnik…

#NO_JPRDL

 Egzaminator z marsową miną podszedł do mnie…

– Co Pan zrobił źle?

– Wszystko !!! WSZYSTKO…. nie ruszyłem płynnie i nie obejrzałem się – wychrypiałem…

– No właśnie… dobrze, że wie Pan co było nie tak, proszę spróbować ponownie

Jak to??? To jeszcze nie koniec? MOGĘ JESZCZE RAZ????

Limit porażek chyba wyczerpałem… skupiłem się i zrobiłem slalom… prędkość średnia 30km/h. I jeszcze raz… 29km/h – jest dobrze!!!

Po skończonym slalomie podjechałem do egzaminatora … i zaczęła się komedia…

– Teraz proszę pojechać na omijanie przeszkody – powiedział egzaminator

– JA: ok… – Lewa, prawa, start… STOP! Egzaminator nie skończył

– Egzaminator: Proszę się ustawić i czekać na mój sygnał

– JA: ok… – Lewa, prawa, start… STOP! Egzaminator nie skończył

– Egzaminator: Proszę wykonać ominięcie najpierw z lewej a potem z prawej strony

– JA: ok… – Lewa, prawa, start… STOP! Egzaminator nie skończył

– Egzaminator: Prędkość w pierwszej bramce powinna wynosić 50 km/h

– JA: … czekam… – czy już mogę jechać? Zapytałem uprzejmie?

– Egzaminator: Tak!

– JA: ok… – Lewa, prawa, start… – nareszcie 🙂

Przeszkoda zaliczona… uprzejmy egzaminator po pierwszym przejeździe zapytał czy pamiętam z której strony powinienem teraz pojechać – w sumie fajny gość, coraz bardziej go lubię 🙂

Potem górka… spoko 🙂

Hamowanie do zatrzymania… chyba najprostszy manewr…a jednak też można go schrzanić :). Podjechałem na miejsce startu, lewa, prawa i dzida… 50 km/h i wpatruję się w egzaminatora… miał machnąć ręką… dlaczego nie macha … dlaczego nie… KURDE!!! On nie zamacha bo to nie jest hamowanie awaryjne!!! Szybka redukcja z międzygazem i po heblach… zatrzymałem się… 2 metry przed egzaminatorem….oops … ale ten z kamienną twarzą mówi żebym jechał spowrotem i robił hamowanie awaryjne…

PLAC ZALICZONY!!!!image

Teraz tylko miasto i koniec!!!

Miasto… dostałem elegancką słuchaweczkę, kask na głowę i jazda… Egzaminator jechał za mną w wielkim fiacie Dukato… z WORD skręciliśmy w prawo i na najbliższym skrzyżowaniu w prawo… ha! Dokładnie tą samą trasą jechałem ze 3 razy z Instruktorem…

– Na skrzyżowaniu z sygnalizacją świetlną proszę skręcić w prawo – buczy mi w uchu głos egzaminatora

A dziady jedne… – pomyślałem, chcecie mnie na warunkowym skręcie w prawo złapać, że niby się przed zieloną strzałką nie zatrzymam! A takiego! Elegancko się zatrzymałem, rozejrzałem i ruszyłem

– Nieprawidłowo wykonany skręt w prawo – metaliczny głos zadudnił w słuchawce

Co do cholery!!! Zdenerwowany zacząłem analizować co zrobiłem nie tak i o mały włos bym nie zauważył pieszego wchodzącego na pasy… Już po egzaminie mój oprawca wyjaśnił, że gdy ruszałem to zgasła zielona strzałka…

– A ha! – krzyknąłem – Ale to PAN przejechał na czerwonym, nie ja 🙂

Trochę rozstrojony skręciłem w lewo … rozpoznałem ulicę z trzema nieoznakowanymi skrzyżowaniami równorzędnymi. Problem w tym, że wyglądały one jak wyjazd z osiedla z prawej strony… ale wiedziałem, że trzeba zwolnić i pokazać dziadom w fiacie za mną, że się rozglądam i jadę uważnie… Wtem, wśród samochodów stojących prostopadle do jezdni z prawej strony zauważyłem, że w jednym zapaliły się światła. Chcąc pokazać dziadom z tyłu, jakim to jestem ostrożnym i przezornym motocyklistą odbiłem lekko w lewo, nie przekraczając linii pasa i po ominięciu zagrożenia wróciłem do 1/3 jezdni

– Nieprawidłowo wykonany manewr omijania – dziad wyraził swoją dezaprobatę

Kierunek!!! Nie włączyłem migacza… niby pasa nie zmieniłem ale przypomniałem sobie jak Instruktor ostrzegał mnie, żeby w takiej sytuacji dawać kierunek…

Po drugim ostrzeżeniu wszystko mi się wyłączyło… co ja robię tutaj? Gdzie jestem? Jak się tym jeździ? Nawet znane od 25 lat (20 lat praktyki) przepisy ruchu drogowego stały się obce, nieznane i wrogie!!! Stres i adrenalina zrobiły swoje… I wtedy lunął deszcz…

– Na rondzie proszę jechać prosto, a następnie na skrzyżowaniu proszę zawrócić

No tak, już jechałem tędy… też w deszczu … z instruktorem (opisałem to tutaj) i schrzaniłem to zawracanie… nie mogę sobie teraz na to pozwolić!!!

Na szczęście przede mną jechała Elka i to ona mi pomogła 🙂 Jechałem dokładnie za nią i bezbłędnie wykonałem manewr zawracania…

Potem rozpoznałem, że jedziemy już do WORD… wjazd na Trasę Toruńską, zaraz zjazd w prawo i koniec…

– DYNAMIKA JAZDY proszę Pana – egzaminator, pouczył mnie że skoro jadę na motocyklu w miejscu gdzie ograniczenie jest do 90 km/h to powinienem jechać szybciej niż 70 km/h … tyle że lało #%$#%$%^$%^

Delikatnie zwiększyłem obroty i prędkość do 80 km/h – szybciej nie będę jechać !!! Skręt w prawo w Odlewniczą… uwaga na zamknięty i nieczynny przejazd kolejowy… niby nic tam nie może pojechać ale znak ostrzegający przed przejazdem bez zapór stoi. Zwolniłem, lewa, prawa – niech dziad widzi, że ja widzę :)… 10 sekund później zatrzymałem się na terenie WORD i zakończyłem egzamin… i dostałem TO:

IMG_2252

ZDAŁEM!!!!

Od tego momentu, nieskrępowany i niczym nieograniczony świat motocyklizmu stoi przede mną otworem!!!!

 

Lewa!

ps. Zamówiłem już nowy motocykl 🙂

9 uwag do wpisu “I stało się… (dłuugi wpis)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s